Edukacja domowa
Decyzja o emigracji nigdy nie jest łatwa. Zwłaszcza jeżeli podejmujesz ją także w imieniu kogoś innego, kiedy decydujesz o całym życiu swojego dziecka. My stanęliśmy przed tym wyborem gdy Hania miała niespełna trzy lata. Jej angielski praktycznie nie istniał. Ograniczał się jedynie do słowa „pink”, używanego najczęściej w zestawieniu „różowy-pink” dla podkreślenia owej „różowatości”.
Zrozumiesz, więc bez trudu jak bardzo stresowało mnie, że od razu po przyjeździe będę musiała zaprowadzić ją do angielskiego przedszkola. Ponieważ wcześniej nasłuchałam się opowieści o dzieciach., które zaliczyły przykrą wpadkę, bo nie potrafiły powiedzieć nauczycielce, że potrzebują wyjść do toalety, martwiłam się jak Hania sobie poradzi. Wydawał się, że moje obawy się urzeczywistnią, bo Młoda co i rusz oznajmiała nam, że nie widzi powodu, żeby gadać po angielsku skoro jest polska. 🙂 Nauczycielki potwierdzały – rozmawiała z nimi wyłączni ego polsku. Żartowały nawet, że zaczynają ją rozumieć. Mamy z tego czasu wiele anegdot, ale wcale nie było nam do śmiechu. Wtedy dostałam doskonałą radę od zaprzyjaźnionej Polki mieszkającej w sąsiedztwie: „Jej angielskim zajmie się szkoła, Ty martw się o polski”. Ostatnich dziesięć lat potwierdziło, jak mądrą babką jest Renata. :)A ja też nie jestem najgłupsza, skoro potrafię się zastosować do mądrych rad.
Edukacja domowa
Razem z Arkiem zdecydowanie odrzuciliśmy opcję weekendowej polskiej szkoły. Głównie z tego powodu, że w wolne dni lubimy pospać dłużej. 😀 Żarcik oczywiście. Doszliśmy po prostu do wniosku, że w weekendy chcemy możliwość spędzania czasu razem, zwiedzania okolicy czy jakiś dalszych wyjazdów. To jest nasz czas dla rodziny. Potrzebne było inne rozwiązanie i pojawiło się ono wraz z Libratusem. Okazało się, że istnieje możliwość zapisania Hani do szkoły w Polsce i uczenie się w domu ze wsparciem internetowej platformy dającej dostęp do spotkań z nauczycielem on-line i materiałów edukacyjnych. Można powiedzieć, że wdrożyliśmy w naszym domu naukę zdalną na długo przed tym, zanim dla innych stała się ona koniecznością. Być może dlatego później, w czasach COVIDu było ono dla nas takie bezproblemowe?
Prawdziwe wyzwanie
Na zakończenie każdego roku szkolnego Hania przystępowała do egzaminów kwalifikujących. Początkowo wiązało się to z wycieczką do Londynu, w czasie pandemii miała egzaminy zdalne. W ten sposób ukończyła cztery klasy polskiej podstawówki, w dokładnie takim samym systemie jak dzieci w kraju. Przez jakiś czas udawało mi się dość spokojnie znosić rolę domowego nauczyciela. Tropiłam bzdurne, nielogiczne zadania i dzieliłam się nimi ze znajomymi. Mój ulubiony przykład? Zadanie z języka polskiego, polegające na wstawieniu odpowiednio „ć”, „ci”, „ś” lub „si”, proste nie? Niby tak, to teraz uzupełnij: „liś_”. 😀 Liści czy liść? „Poprawną” odpowiedzią jest oczywiście liść, ale musiałam dodać, że obie są dobre. Podobnie było przy wyrazach z „ą” i „ę”. P_k, pąk czy pęk. Zadania matematyczne nie były wcale lepsze niestety.
Problemy zaczęły się już w klasie czwartej, ale w piątej poległam zupełnie. Nie dałam rady uczyć Hani podręcznikowej historii. Szału dostawałam mówiąc Hani: „tak się naucz na egzamin, ale w rzeczywistości było to trochę inaczej”.
Zwołałam zebranie rodzinne, na którym ustaliliśmy, że w piątej klasie Hania nie przystąpi do egzaminów kończąc tym samym swoją formalną polską edukację. Równocześnie postanowiliśmy nadal ją uczyć, ale już na własnych zasadach. I tu zaczęła się bardziej fascynująca część naszej edukacji domowej. Piszę „naszej”, bo okazało się, że sama muszą się nauczyć nowych rzeczy, żeby zainteresować nimi Młodą.
Nie poddajemy się łatwo
Na naukę historii znalazłam świetny patent. Po porostu odnoszę ją do historii Anglii, którą Hania wprost uwielbia. Na to czego nauczyła się na tema Henryka VIII, nakładam rządy Zygmunta Starego w Polsce. I dowiaduję się fantastycznych rzeczy, jak na przykład tego, że Bona Sforza była po linii matki z Katarzyną Aragońską. 🙂 A Dantyszek był polskim dyplomatą odwiedzającym samego Henryka VIII. Teraz już wiesz dlaczego sięgnęłam po:
Z matematyki, biologii, chemii, fizyki i podobnych przedmiotów robotę za nas odwalają angielscy nauczyciele, my tylko podrzucamy Hani odpowiednie polskie słownictwo. Geografia, oczywiście geografia Polski, miała być domeną Arka, ale słabo im idzie zmotywowanie się do pracy. Jeśli chodzi o znajomość języka angielskiego to Hania najlepiej radzi sobie z mówieniem (gada bez przerwy), dobrze czyta, ale pisze tylko wtedy, kiedy chce i się odpowiednie skoncentruje. Gdy wysyła do mnie wiadomość, z zapytaniem o coś czego chce, ale robi to z błędami, odpowiadam, że musi napisać to poprawnie. W innym przypadku bywa absolutnie niezrozumiała. Jej największe osiągnięcie w używaniu angielskich głosek w zapisaniu polskiego słowa?
Zdwam chelb i CUCOERIEDE. 🙂
Była na wycieczce szkolnej do Paryża, rozbiegana i zaaferowana, a tu rodzice pytają co zjadła na obiad. Chleb to jasne, ale żeby dojść do tego, że chleb i kukurydzę spędziłam dobrą chwilę. Przed nami jeszcze trochę pracy zwłaszcza, że Hania zdecydowała się zdawać polski jako język obcy na egzaminie kończącym Secondary School. Wygląda na to, że edukacja domowa wchodzi właśnie na poziom GCSE – tak nazywa się egzamin, do którego Hania podejdzie. Stajemy przed kolejnym, ekscytującym wyzwaniem. 🙂 Oczywiście o naszych postępach będę Cie informowała na bieżąco.


