Relacje międzyludzkie
Całkiem niedawno, w okresie przedświątecznym zrozumiałam, że po pewnymi względami Arek jest niereformowalny. Będę musiała się z tym pogodzić i przyjąć jako element domowego podziału obowiązków. Jestem nawet głęboko przekonana, że po prostu faceci tak mają. A jeśli nie zmienimy sposobu wychowywania chłopców, nic się nie zmieni. Chodzi mi mianowicie o relacje międzyludzkie. Zwłaszcza te na granicy nasza rodzina reszta świata. Te wewnątrz domu to inna sprawa i nawet udało nam się wypracować dobre standardy. 🙂
Projekt – Święta
Przygotowania przedświąteczne są w każdym domu dużym projektem. Trudno temu zaprzeczać. Gotowanie, sprzątanie, szał zakupów, wiadomo. Co raz częściej panowie domu włączają się do koniecznych prac. Co raz częściej nie ograniczają się do legendarnego już pomagania, tylko normalnie zakasują rękawy i biorą się do roboty.
W naszej rodzinie podział tych obowiązków wydaje się być bardzo sprawiedliwy. Mamy to szczęście, że zazwyczaj to czego ja nienawidzę robić Arkowi zupełnie nie przeszkadza i odwrotnie. W dodatku mój narzeczony odkrył parę lat temu przyjemność gotowania i doskonale odnajduje się w kuchni. Natomiast w kwestii zakupów już dawno przyznałam mu palmę pierwszeństwa. Sprawdza daty przydatności, ceny i te wszystkie szczegóły do których ja nie mam cierpliwości zwłaszcza w szale przedświątecznym. Ja za to dokładniej i szybciej sprzątam. 🙂
Nierówności zaczynają się w tej bardziej emocjonalnej warstwie. To ja dbam o zakup kartek świątecznych, w Anglii są obowiązkowym elementem dobrosąsiedzkich relacji. To ja wymyślam drobiazgi dla wszyskich krewnych i znajomych królika. Arkowi weny wystarcza jedynie na prezenty dla mnie i dla Hani.
Relacje międzyludzkie
Właśnie to robię, przejmuję od Arka odpowiedzialność za nasze relacje międzyludzkie. Po wyjeździe z kraju, to ja organizuję wszystkie wizyty gości z Polski. Ustalam terminy, kupuję bilety, wożę z i na lotnisko. Częściowo jest to uzasadnione, Arek pracuje więcej i w mniej dogodnych godzinach. Częściowo nie, gdy musiałam brać urlop z pracy albo ciągnąć zaspaną Hanię na lotnisko. Dla nas obojga było oczywistym, że gdy wysyłałam zdjęcia do mojej mamy to ich kopię wysyłałam do teściowej. Nigdy nie zdarza się odwrotnie, chyba że akurat siedzę obok i poproszę o wysłanie. Przypominam o telefonach do rodziny i przyjaciół. Dbam o bieżące aktualizacje kalendarza. Muszę pisać kto pamięta o urodzinach najlepszych przyjaciół Arka, ich żon i dzieci? 🙂
Eksperyment
Po sąsiedzku mieszka zaprzyjaźnione polskie małżeństwo. Już ci o nich wspominałam, gdy pisałam o moich źródłach remontowych inspiracji:
Kiedy chcemy się umówić na wieczorną posiadówkę, najtrudniej nam zgrać terminy obu panów. Dogadanie wspólnego dnia wolnego Przemka i Arka czasem wymaga nawet dwumiesięcznego wyprzedzenia. Oczywiście zadanie to zazwyczaj przypada Ewelinie i mnie, co nie jest wcale sensowne, bo każda próba ustalenia szczegółów wymaga konsultacji z jednym lub drugim dżentelmenem.
Pewnego razu postanowiłyśmy więc zostawić to zadanie im. Nie wymienili nawet jednej wiadomości. Można by pomyśleć, że się nie lubią, ale to nieprawda. Zorganizowałyśmy tamto spotkanie i już nawet nie próbujemy udawać przed sobą, że możemy działać inaczej.
Zabawne?
O tym jak inne są relacje międzyludzkie dla tych rządzonych przez chromosomy XY dobitnie świadczy historia z naszego ostatniego pracowniczego Christmas Party. Miał się na nim pojawić Krzysiek, a kiedy to się nie stało zapytałyśmy z koleżanką jego najbliższego kumpla dlaczego go nie ma. Odpowiedź zostawiła nas z opadniętymi szczękami:
„Miał przyjść do mnie, żebyśmy razem przyjechali, ale nie przyszedł, więc przyjechałem sam”.
Nie, nie pomyślał, żeby zadzwonić i zapytać. Najwyraźniej nie mogł przyjść. To oczywiste.
Dodam jeszcze, że zapytany później wielki nieobecny potwierdził słowa kolegi – nie mógł przyjść.


