Ania – siostra z wyboru
W relacjach międzyludzkich zdecydowanie jestem długodystansowcem. Na przykład z dziewczyną ze zdjęcia poznałyśmy się w październiku 2000 roku na kursie krupierskim do jednego z katowickich kasyn. To nie była przyjaźń od pierwszego wejrzenia. Szczerze mówiąc od drugiego też nie. Ani od wielu następnych. Minął rok wspólnej pracy i jedyne co mogłyśmy powiedzieć o naszej relacji to tyle, że się tolerowałyśmy. Nawet „sympatia” byłaby stwierdzeniem zbyt daleko posuniętym. Kiedy po roku Ania pożegnała się z kasynem, byłam przekonana, że nie spotkamy się nigdy więcej i nie płakałam wcale nad tym faktem. Oczywiście nie będzie dla Ciebie zaskoczeniem, że życie potoczyło się inaczej, ale nie zamierzam opowiadać Ci historii naszej znajomości. 🙂
Najlepsze przyjaciółki
Jestem głęboko przekonana, że otaczający nas ludzie w dużym stopniu kreują naszą rzeczywistość. W otoczeniu odważnych optymistów łatwiej uwierzyć we własne siły. Przebywając wśród oczytanych, wykształconych i otwartych na świat ludzi w naturalny sposób starasz się im dorównać. Właśnie dlatego obie moje przyjaciółki wyróżnia nieprzeciętna inteligencja. Każda z nich jest jednak zupełnie inną osobowością.
Kiedyś przeczytałam, że:
Tyle wart przyjaciel w życiu, że się człowiek czasem z sumieniem własnym głośno i jawnie rozprawi.
Wacław Berent
Ania
Ania to właśnie ten typ. Osoba, która nie będzie Cię głaskać po głowie i użalać się nad Tobą. To ktoś kto bezpardonowo da Ci kopa w cztery litery i przywali prawdę między oczy. Trzeba jej przyznać, że z godnością przyjmuje też każde vice versa. 🙂 Przeszłyśmy razem wiele zakrętów. Trudne początki związków, bolesne rozstania, rozrywające duszę śmierci najbliższych, narodziny dzieci, śluby. Wciąż jeszcze wiele przed nami, ale gdzieś w środku mam pewność, że razem damy radę.
Ona jest babką pistoletem. Jeśli się potknie i upadnie, to wstaje, poprawia koronę i zasuwa dalej. Jest przedsiębiorcza i ma ten biznesowy szósty zmysł, który pozwolił jej od zera rozkręcić firmę i to z rocznym synem na pokładzie. Teraz oboje (syn i firma) wyrośli i doskonale się uzupełniają – syn (jak większość dzieci) utylizuje każdą gotówkę jaką przynosi firma. 😀
Na jednym z życiowych wiraży, które przechodziłyśmy razem, rozpadał się długoletni zawiązek Ani. Jednym z argumentów podnoszonych przez Eksa było, że ona sobie ze wszystkim radzi, a on chciałby się kimś opiekować. 😀 Cóż, jeśli trzymasz w rękach żywe złoto i nie potrafisz tego docenić… W sumie ciekawa jestem, jak szybko tego pożałował. Ankę złożyło w pół po ciosie w splot słoneczny, a potem wzięła głęboki oddech i nie oglądając się za siebie poszła dalej. Jak to tylko ona potrafi zrobić poradziła sobie dobrze, a nawet jeszcze lepiej, czego wspomniani syn i firma są dowodem. A! I małżonek specjalnie na niezależność żony nie narzeka. 🙂
Determinacja, którą Ania ma w dążeniu do celu, jej upór i zaangażowanie wywierają duży wpływ też na mnie. Takiej osobie nie możesz ot tak opowiedzieć o swoich planach, a potem rozsiąść się na sofie i patrzeć w sufit. Kiedy już zwierzam się jej z moich zamierzeń, wiem doskonale, że jeśli odpuszczę to spalę się ze wstydu. Nawet nie będzie musiała uciekać się do jednego ze swoich cietych komentarzy. I niekiedy, gdy mi na czymś zależy opowiadam jej o tym tylko dlatego, żeby narzucić sobie tą presję. 😉
Budapeszt, Ania i ja
Natura zdobywcy świata doprowadziła Anię do planu odwiedzenia wszystkich stolic europejskich. Jej rodzina zaaprobowała jej założenia, ale entuzjazm zachowała jedynie dla miast typu Paryż, Madryt czy Londyn. Tymczasem moja przyjaciółka realizuje 100% swoich założeń i kiedy zgadałyśmy się, że nie ma chętnych na wypad do Budapesztu, radośnie zgłosiłam swój akces.
Pierwotny plan zakładał, że wybierzemy się tam we wrześniu 2024. Niestety, komplikacje w pracy Arka zmusiły mnie do przełożenia terminu. Ostatecznie padło na koniec kwietnia tego roku.
Pewnie po tym co już przeczytałaś o Ani nie będziesz zaskoczona, że wszystko ogarnęła sama i w dodatku błyskawicznie. Ja jedynie musiałam pojawić się w Polsce w określonym czasie i miejscu, gdzie zostałam zapakowana do zacnej fury i dostarczona na miejsce. 🙂 A tak na marginesie, chociaż nie podzielam motoryzacyjnej pasji mojej przyjaciółki, to jednak potrafię docenić parę koników mechanicznych drapieżnie pomrukujących pod maską.
I właśnie w tej chwili do mnie dotarło, gdzie tkwi klucz do naszej długoletniej przyjaźni. Chociaż w wielu miejscach jesteśmy podobne do siebie, czasem nawet niepokojąco podobne, to w wielu innych jesteśmy zupełnie, ale to zupełnie różne. Te różnice nam jednak wcale nie przeszkadzają, szanujemy je, a czasem nawet nawzajem podziwiamy.
Patyki dwa
Pamiętam jak kiedyś Ania odwiedziła nas już w Anglii ze swoim synem. Zabrałyśmy dzieciaki i poszłyśmy na spacer. Już po paru metrach Hania (lat 7) i Rafał (lat 6) dzierżyli w rękach patyki i się nimi bawili. Najzabawniejsze było jednak to, że patyk Hani był różdżką czarodziejską, a ten Rafała – mieczem świetlnym. I oni, wyobraź sobie, bawili się razem w idealnej harmonii. Nikt nikogo nie przymuszał do zmiany, a te zabawy z totalnie innych bajek świetnie im się splatały. Podobnie mamy my dwie.
Sekretem długoletnich znajomości nie jest pozostawanie wciąż w tym samym miejscu mentalnie. Ludzie nieustannie się zmieniają. Niektórzy wędrują z nami przez moment i skręcają we własną ścieżkę. Ścieżki innych wciąż przecinają naszą. Trochę zastanawiałyśmy się w podróży czy wciąż mamy ze sobą ten wyjątkowy kontakt. Obie zmieniłyśmy się bardzo, to nie ulega wątpliwości, ale czy nasze zmiany poszły w tym samym kierunku?
Parę dni w stolicy Węgier udowodniły nam, że przyjaźń i wzajemny szacunek, to idealny przepis na długoletnią znajomość, a żeby ją pielęgnować już rozważamy opcje wypadu do Bukaresztu tym razem. 🙂
A! I jeszcze jedno! O tym czy Budapeszt nam przypadł do gustu opiszę Ci za jakiś czas w kolejnym poście.


