Planszówki
Chociaż wydarzyło się to wiele lat temu, pamiętam doskonale pewien wieczór w towarzystwie naszych znajomych: Marzeny i Dominika. Po jednej z imprez u wspólnych przyjaciół umówiliśmy się na partyjkę naszej ulubionej planszówki: Talizman. Magia i miecz.
Bardzo nam zaimponowało wtedy, że do planszy zasiadł z nami mniej więcej sześcioletni podówczas syn znajomych. W dodatku radził sobie świetnie przynajmniej do chwili, kiedy zmienił swoją mamę w żabę, a ona uznała, że jest już bardzo późno i pora kłaść się spać. 🙂 Pamietam też nasze postanowienie, że u nas w domu też tak będzie. Kiedyś. Oczyma wyobraźni widzieliśmy naszą przyszłą rodzinę spędzającą długie jesienne i zimowe wieczory przy stole i grającą w rozmaite gry.
Marzenia do spełnienia
Marzenia te były bardzo niesprecyzowane. Nie znaliśmy przecież wtedy pozostałych członków naszej rodzinny, bo była wtedy jedynie ledwie zarysowanym planem. Planem, który wkrótce po tamtym wieczorze zaczął jednak nabierać realnych kształtów.Początkowo w postaci bardzo bladej drugiej kreski na teście ciążowym, a późnej już bardziej konkternie w postaci mojego szybko rosnącego brzucha.
Któryś z mędrców tego świata powiedział, że najciemniej jest tuż przed świtem. I jak to z mędrcami bywa – miał rację. P narodzinach Hani na parę lat musieliśmy zapomnieć o graniu, z wielu oczywistych dla rodziców powodów.
Emigrując z Polski starannie zapakowaliśmy nasze zbiory, a później wzbogaciliśmy je o rekomendacje mojej młodszej siostry, która też połknęła bakcyla gier.
Rodzinne granie
Teraz mogę z dumą napisać, że jesteśmy farciarzami i udało się nam zarazić Młodą wieloma fajnymi rzeczami, a planszówki są jedną z nich. Wreszcie jest dokładnie tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Za oknem deszcz i słota, a my wszyscy przy stole (Milo pod stołem) i dobrze bawimy się grając. Kiedy mamy to szczęście i gościmy kogoś z Polski (najczęściej jest to jedna lub druga babcia), gramy w większym gronie. W naszych zbiorach zawsze znajdzie się coś co trafi w gusta gości. 🙂
Planuję zrecenzować dla Ciebie parę naszych ulubionych gier, w ten sposób chociaż wirtualnie zaproszę i Ciebie do naszego stołu.
Planszówki – domowe zasady
Rodzinne granie w naszym domu ma parę niepisanych zasad.
Jedna z nich wydaje się być oczywista, ale warto ją zdecydowanie podkreślić. Kiedy gramy nie towarzyszą nam żadne rozpraszacze. Spędzamy czas wspólnie i nie ma przy stole miejsca dla telefonów. Nie ma go też zresztą, kiedy przy tym samym stole jadamy posiłki. Inna żelazna zasada w mówi, że nie stosujemy taryfy ulgowej przy grach. Być może zabrzmi to brutalnie, ale Młoda musi nauczyć się przegrywać. Ja mam do tej zasady luźniejsze podejście, ale Arek on zawsze gra „o złote kalesony” i bardzo dokładnie analizuje podejmowane akcje. Kiedy przy stole pada pytanie: „czyj ruch teraz”, odpowiedź zawsze jest tylko jedna. 🙂 No, a ponieważ tak bardzo stara się wygrać, nie oddaje zwycięstwa, tylko dlatego że ktoś jest jego jedyną córką. Tak było od zawsze, od czasów „O rety! Krety” i „Grzybobrania”.
I ostatnia, choć równie ważna zasada mówiąca, że kupujemy (jeśli jest to możliwe) gry w polskiej wersji językowej. Bardzo dbamy o poziom języka ojczystego Hani i wszelkimi sposobami nakłaniamy ją do korzystania z niego. W domu zawsze mówimy po polski, a ona czyta i pisze poprawnie, jeśli tylko naprawdę chce. A przy grach wiadomo, że chce.
Gramy więc tak często jak to tylko możliwe. A czasem nachodzi mnie myśl, że fajnie by było zaprosić do naszego stołu Marzenę i Dominika, żeby podziękować za inspirujący wieczór.


