Milo
Wiedziałam, że usłyszę tą prośbę wcześniej czy później. Wiedziałam nawet, że ja jej ulegnę, a Arek będzie przeciwny. Nie miałam wątpliwości, że ostatecznie i tak postąpimy zgodnie z życzeniem Hani.
Ja chcę mieć pieska!
To oczekiwane: „Mamo chcę mieć psa” padło gdy Młoda miała około 6 lat. Wtedy jednak nie mieliśmy takiej możliwości. W wynajmowanym domu podpisaliśmy umowę, że nie będziemy mieli zwierząt domowych. Dlatego złożyliśmy obietnicę, że kiedy tylko kupimy dom, pojawi się w nim pies. Po zakończeniu wszystkich procedur zakupu i przeprowadzki, temat czworonoga powrócił jak bumerang. W tym miejscu oczekiwania nasze i Hani nieco się rozjechały. Ona chciała małego, puchatego psiaka przytulankę. A my? Cóż. Milo z całą pewnością jest puchaty. Długowłose owczarki niemieckie są niezmiernie puchate.
Kupować czy adoptować? To zależy!
Mieszkając daleko od rodziny i przyjaciół, a także decydując się na psa dużej rasy, nie pomyśleliśmy nawet o adopcji ze schroniska. Nie wyobrażam sobie, że moglibyśmy wyciągnąć zwierzaka z jednej klatki i już następnego lata wsadzić go do kolejnej w hotelu dla psów. A przecież żyjąc na emigracji, nie mogę całkowicie zrezygnować z podróży zagranicznych.
Z drugiej strony jestem absolutnie przeciwna wszelkim pseudohodowlom. Rozmnażanie psów rasowych wymaga tak dużego zasobu wiedzy i odpowiednich warunków, że tylko licencjonowane hodowle powinny mieć taką możliwość. Każda psia rasa ma określone potencjalne problemy zdrowotne. Tylko ktoś kto potrafi odpowiednio łączyć w pary rodziców może spróbować uniknąć tych problemów u szczeniąt. To wymaga badań i wiedzy. Dlatego nigdy nie zaufałabym pseudohodowcy, który ogranicza się do zaszczepienia maluchów podstawowym zestawem szczepień. Nie chciałabym narażać mojego psa na cierpienia i problemy ze zdrowiem.
Szczęśliwym zrządzeniem losu znaleźliśmy wtedy fantastyczną hodowlę owczarków niemieckich w Polsce. Polecam z całego serca jeśli szukasz przyjaciela:
W dodatku okazało się, że akurat mają dostępne szczeniaki, chociaż ze względów formalnych (obowiązkowe szczepienie przeciwko wściekliźnie i kwarantanna po nim) musieliśmy poczekać na niego dłużej, aż do 16 tygodnia życia malucha. Zaklepaliśmy naszego wybrańca i do czerwoności rozgrzewaliśmy połączenia internetowe z panią Anetą. 🙂 Zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia. Porady doświadczonego hodowcy i pytania o wyprawkę. No i jeszcze imię dla delikwenta.
Kaladin czyli Milo
Wtedy wraz ze swoim burzowym światem wkroczył do naszego życia Brandon Sanderson. Gdy okazało się, że mamy możliwość wybrania mu rodowodowego imienia, ale musi rozpoczynać się od litery – K, nie miałam żadnych wątpliwości, że zostanie Kaladinem Burzą Błogosławionym. 🙂 To właściwe, codzienne imię ma zresztą też literackie. Znasz smoka Milusia? Tak, tego smoka z komiksowej serii o Kajku i Kokoszu. 🙂
Kiedy pani Aneta, hodowczyni, od której kupiliśmy Milo, napisała mi, że to szalenie zrównoważony i spokojny egzemplarz, podeszłam do jej wiadomości z dystansem.Pomyślałam, że przecież ona nie może tego wiedzieć ledwie po kilku tygodniach od jego narodzin. Jednak dobry hodowca wie wszystko o swoich psach, a Adi to świetna hodowla. Miluś generalnie ma wyrąbane na wszystko po za śniadaniem, kolacją, kotami i wiewiórkami. To oznacza, że oszczędnie dawkuje nam swoją uwagę. Zdarza się, że nawet nie fatyguje się z ogrodu, żeby się przywitać.
Całkiem niedawno przeczytałam, że to najzupełniej normalne i oznacza, że Milo uważa się za pełnoprawnego członka naszego stada. To właśnie ciągłe dopraszanie się o uwagę powinno niepokoić właściciela.
Stado
Misiek jest typowym owczarkiem i wygląda na to, że traktuje nas jak swoje barany. 🙂 Najspokojniejszy jest wtedy, gdy wszyscy są w domu i on ma nas na oku. Zawsze do spania wybiera miejsce centralne tak, żeby kontrolować nasze przemieszczanie się no i wtedy najłatwiej się o niego potknąć. 🙂
Chociaż minęło dopiero pięć lat, trudno mi przypomnieć sobie jak to było bez niego. Czasy kiedy bez większych obaw o utratę zębów można było chodzić po ciemnym domu, wydają się odległe jak wczesne średniowiecze. Futrzasty łobuz stał się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny i czasem śmiejemy się, że naprawdę zachowuje się jak pięcioletni młodszy braciszek Hani.


