Dzień matki
Moim zdaniem

Dzień Matki

Dorastałam w przekonaniu, że zarówno z wyglądu, jak i chrakteru jestem podobna do mojego taty. W pierwszych dniach życia byłam podobno kopią jego mamy, a dorastając zaczęłam przypominać jego siostrę. I to do tego stopnia, że dalsza ciocia cierpiąca na zaburzenia pamięci co i rusz nazywała mnie Elwirą. Lata świetlne temu, kiedy byłam jeszcze buntującą się nastolatką mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że przez swój temperament, bardzo podobny do mojego, to tata wydawał mi się bardziej normalny.

Kiedy dochodziło między nami do starcia bywało burzliwie, ale już po paru minutach zgodnie komentowaliśmy bieżącą politykę lub wspólnie przeczytaną książkę. Bywało jak przy gwałtownej letniej burzy, gromy waliły raz po raz, ale po chwili nie pozostawały nawet kałuże. A naprawdę bywało ostro.

Zupełnie nie rozumiem, jak to się stało, że mam takie durne dziecko.

A durne dziecko błyskotliwie bądź co bądź odpalało:

Wszyscy mówią, że jestem cały tatuś.

Do dziś jestem dumna z wykazanego refleksu. 🙂

Byłam wtedy przekonana, że nie ma na świecie bardziej odległych charakterów niż moja mama i ja. A potem dorosłam i zrozumiałam ją lepiej.

Reżim domowy

Jeszcze w czasach liceum wkurzałam się na obowiązujący w moim domu reżim wieczornych powrotów. Ileż to razy wypadałam z klubu i w ostatniej dosłownie chwili dopadałam drzwi odjeżdżającego tramwaju, żeby zdążyć na naznaczoną, nieludzko wczesną godzinę. Każde spóźnienie było odnotowane, mama zawsze na mnie czekała.

Nigdy nie było taryfy ulgowej. Jakże ja tego nienawidziłam. A moja klasowa koleżanka? Ona wracała do domu kiedy tylko jej się zamarzyło. Na nią nikt nie czekał, miała się fajnie. Teraz, jako dorosła osoba wiem, że to musiało być straszne, na nią NIKT nie czekał. Teraz wiem na pewno, że w naszym domu będzie się czekało, niezależnie od tego jak Hania nas będzie za to nienawidziła.

Nasze matki

W ogóle nabieram przekonania, że cokolwiek w życiu robimy, robimy w odniesieniu do naszej matki. Raz chcemy być takie jak ona, innym razem pragniemy być zupełnie inne. I takie myśli pojawiają się calkiem świadomie. Czerpiemy z doświadczenia jej rodzicielstwa, by budować swoje, w naszej opinii oczywiście lepsze. W pewnym stopniu robimy to, o co ona zawsze nas prosiła, żeby nie wyważać otwartych drzwi i uczyć się na cudzych błędach. To bywa niełatwe, wymaga od nas dogłębnego zrozumienia powodów, dla których mama robiła coś tak, a nie inaczej. Wymaga czasem także zrozumienia, że to co odbierałyśmy jako opresję, było w istosie najpiękniejszą formą powiedzenia: Kocham Cię i się o ciebie troszczę.

Jednak mimo tego, że podobno jesteśmy istotami rozumnymi, czasem działamy na pozomie podświadomości i wtedy wyłania się z nas ONA, zaczynamy gadać własną matką. Ostatnio nawet parę razy idealnie powiedziałyśmy TO SAMO zdanie równocześnie. Masakra jakaś!

Patrzę na siebie, gdy wygłaszam odwieczne: Ja jestem Twoją mamą, a nie mamą … (tu wstawiam dowolne imię koleżanki, na którą powołała się Hania) i wiem jak bardzo ją złoszczę. Ale równocześnie nie potrafię tego powstrzymać, to się po prostu dzieje.

Pokolenia

To jakaś niesamowita sztafeta pokoleń. Zamknięty krąg słów i zachowań przekazywanych z matek na córki. Wierz mi, to trwała i niezniszczalna tradycja. Zapytaj mojej mamy, która wałaśnie zaczęła zauważać u siebie zachowania mojej babci, gdy ta była w jej wieku. Tak, oczywiście dokadnie te same, które u babci drażniły ją najbardziej. 🙂 Ostatnio nawet wspomniała, że kiedy coś takiego robi, to przed oczami staje jej babunia stukająca się palcem w czoło w odpowiedzi na jej wybuchy irytacji.

Nie ma dla nas ratunku Kochana. Tkwimy pomiędzy swoją przyszłością zmaterializowaną w postaci naszych matek i przeszłością wizualizowaną przez doprowadzajace do szału córki. (Bo przecież nic nie wkurza nas w naszych dzieciach bardziej niż nasze własne wady.) A wszystko to tak nieodległe w czasie jak Dzień Matki i Dzień Dziecka.

Udanego świętowania Kochana Mamo!