Dzień introwertyka
To było moje największe życiowe odkrycie. W zasadzie niczym Archimedes powinnam biegać po ulicach krzycząc: Eureka! Zwłaszcza, że zmieniło ono zupełnie moje postrzeganie samej siebie, a także pozwoliło wreszcie zrozumieć moją niełatwą relację z siostrą. Podobno (jak twierdzą znajomi i nieznajomi) jesteśmy z Krysią do siebie fizycznie podobne, jednak nasze charaktery zdają się być ulepione z zupełnie innej gliny. I teraz wiem skąd się to bierze.
Odkrycie
Kiedy jednak postanowiłam moim olśnieniem podzielić się z Arkiem spojrzał na mnie jakbym zupełnie straciła rozum i zapytał: Ale że KIM jetseś? I uśmiał się do łez. Nawet mu się nie dziwię biorąc pod uwagę ilość mitów dotyczących introwertyków, wciąż obecnych w naszej zbiorowej świadomości.
Tymczasem ja naprawdę jestem introwertyczką. Dotarło to do mnie kilka dni temu, gdy zaczęłam przygotowywać się do napisania posta o dniu introwertyka właśnie. Jeszcze parę miesięcy temu sama uważałam, że introwertyk to nieśmiała, pozbawiona pewności siebie osoba. Taki trochę aspołeczny odludek i dziwak. Prawda jest taka, że intorwertycy to nie zawsze nieśmiałe i ciche osoby, choć oczywiście tacy też się zdarzają.
Prawda o introwertykach
Wiesz co łączy Alberta Einsteina, J.K. Rowling, Baracka Obamę, Adele, Marka Zuckenberga i Emmę Watson? Wszyscy oni są introwertyczni. Różnica między ekstarwertykami i intorowertykami właściwie sprowadza się do sposobu w jaki ładujemy baterie społeczne.
Ekstawertycy czerpią energię z relacji międzyludzkich. Moja siostra potrzebuje towarzystwa i domu pełnego ludzi, żeby się nakręcać. Ja wręcz przeciwnie, wychodzę do ludzi, gdy moje baterie są pełne, a potrzebuję ciszy i spokoju, żeby je ponownie naładować. Lubię ludzi, najbardziej tych oswjonych. Moja energia życiowa pochodzi ze spokoju, energia mojej siostry z interakcji.
Jak wyglądają moje relacje międzyludzkie? Z pozoru normalnie. Ale przyznaję bez oporu, że są bardzo płytkie. Mam wielu znajomych, z którymi chętnie nawiązuję luźny kontakt. Czerpię z tych spotkań prawdziwą przyjemność i potrafię przegadać długie godziny, ale do mojego domu, do mojego życia zapraszam nielicznych. Pewnie dlatego tak dobrze odnalazłam się w powściągliwej Anglii. W przeciwieństwie do wielu mieszkających tu Polaków nie zarzucam Brytyjczykom niegościnności. Nie odbieram ich zamiłowania do small talków i niechęci do głębszego zaprzyjaźniania się jako hipokryzji. Mam tak samo. Lubię moje koleżanki z pracy, ale prywatnie spotykam się tylko z jedną i to mi wystarcza.
Introwertyk w podróży
Moje odkrycie pozwoliło mi też zrozumieć dlaczego wciąż marzę o jesienno-zimowych wczasach nad morzem. Spacerując po zalanych słońcem, pełnych ludzi ulicach i promenadach zastanawiam się jak te miejsca wyglądają poza sezonem. Split, Lizbona, Łeba. Kolejne miasta trafiają na moją listę do zwiedzenia, gdy Hania osiągnie wiek, w którym nie jeździ się już ze starymi na urlopy. Wyrwiemy się wtedy z ram czasowych wakacji szkolnych i będziemy mogli sprawdzić to osobiście. Koniecznie też zajrzymy do któregoś z krajów skandynawskich. Czytałam, że ich społeczeństwa są bardziej przyjazne osobom ceniącym ciszę i spokojne życie. Zwłaszcza, że Arek to introwertyk, tak jak ja. 🙂


