Zmierzch Jagiellonów
Uncategorized

Książki 6, 7 i 8/2024 Zmierzch Jagiellonów

Nie tego się spodziewałam. Sięgnęłam po Zmierzch Jagiellonów autorstwa Magdaleny Niedźwiedzkiej sugerując się jedynie tytułami tomów. I to właśnie one wprowadziły mnie w błąd. Czego oczekiwałam? Opowieści o silnych i wpływowych kobietach. Autorka zmarnowała szansę zweryfikowania stereotypów, pokazania trzech Jagiellonek z innej perspektywy. Niestety to co dostałam to kolejna historia mężczyzn. Dla mnie to po prostu powieść, która bez większego powodu została podzielona na tomy zatytułowane Bona, Barbara Radziwiłłówna i Anna Jagiellonka, chociaż Piotr Kmita, Zygmunt August i Jan Zamoyski byłyby chyba bardziej adekwatne.

Zmierzch Jagiellonów, czyli Bona

Najwięcej uwagi autorka poświęciła królowej Bonie i to nie tylko w tomie pierwszym, ale do tego jeszcze wrócę. Mamy okazją sięgnąć do dzieciństwa i wczesnej młodości bohaterki. Widzimy jej pasje, mamy szansę poznać ją lepiej. W „okresie włoskim” powieści ma miejsce zdarzenie, którego nie udało mi się historycznie zweryfikować, ale literacko dodaje kolorytu. Myślę o spotkaniu Bony i tajemniczego Giovanniego. Nie będę zagłębiała się w szczegóły, żeby nie psuć Ci ewentualnej niespodzianki.

Narracja powieści prowadzona jest równolegle i równocześnie poznajemy losy trzech osób Bony, Zygmunta i Albrechta Hohenzollerna. O ile wprowadzenie do opowieści o królowej jej przyszłego małżonka można obronić (jego przeszłość znajdzie przecież konsekwencje we wspólnym życiu), o tyle ten trzeci nie był dla niej osobiście specjalnie ważny.

Już od scen ślubu królewskiego zaczęłam odczuwać zawód, który towarzyszył mi w kolejnych tomach. Po przyjeździe do Polski Bona poznaje Piotra Kmitę, pana na Wiśniczu i w miarę rozwoju akcji marszałek zaczyna zawłaszczać powieść. Szczęśliwie historia królowej jest opisana dość szeroko i naprawdę trudno było zmarginalizować temperamentną Włoszkę. I chyba właśnie osobowość Bony sprawiła, że w mojej ocenie pierwsza część cyklu Zmierzch Jagiellonów jest najlepsza. Niestety trzeba brutalnie powiedzieć, że im dalej tym gorzej.

Barbara

A dalej jest Barbara Radziwiłłówna. Kim była? Czy tą słodką, niewinną ofiarą Bony z kreacji Anny Dymnej? A może cyniczną manipulatorką, która czarami omotała sobie wokół małego palca króla Polski? Narzędziem w rękach rodziny głodnej awansu społecznego? Matko! Jakiż to powieściowy potencjał! Postać niewątpliwie tragiczna, miłość życia Zygmunta Augusta.

Nie oczekiwałam od Magdaleny Niedźwiedzkiej dogłębnej analizy historycznej, przecież nie jest z zawodu historyczką. Wiedziałam, że Zmierzch Jagiellonów to powieść nie podręcznik, ale… Żałuję bardzo, że autorka nie spróbowała postawić Barbary w centrum swojej powieści, która przecież została zatytułowana jej imieniem. Zamiast niej na powieściowej scenie o prymat walczą jej bracia Radziwiłłowie Czarny i Rudy, wielka królowa Bona i kapryśny, zmanipulowany Zygmunt August. Ubolewam, że odmiennie niż w pierwszym tomie nie poznajemy bohaterki w dzieciństwie, że pisarka nie pokusiła się nawet o próbę odtworzenia dzieciństwa Basi.

Kobieta, która wstrząsnęła polską polityką połowy XVI wieku stała się w powieści malowaną Barbarą, którą wszyscy przestawiają z kąta w kąt. Bez własnych pragnień, bez przemyśleń. Pusta lalka. I nawet zaakceptowałabym taką wizję literacką, bo przecież można by i taką interpretację romansu Basi i Zygmunta stworzyć, gdyby nie sugestie zawarte w powieści, że Barbara była jednak dość niezależna i odważna jak na standardy swojej epoki. Mimo przewijających się wzmianek, że parała się czarami i zielarstwem. Wygląda na to, że autorka po prostu nie miała pomysłu na swoją bohaterkę. Co grosza mniej więcej w połowie drugiego tomu Barbara umiera, ale powieść toczy się dalej w najlepsze. Z logiki powieściowej wynika, że historia królowej Barbary kończy się sześć lat po jej śmierci – otruciem jej teściowej Bony.

Anna

Nie jest powszechnie znanym faktem, że bohaterka trzeciej powieści Anna Jagiellonka, była ostatnim koronowanym Jagiellonem na tronie polskim. Tak, dynastia zaczęła się od kobiety – króla Polski Jadwigi i na kobiecie – królu Annie skończyła. Koronowana wraz ze swoim małżonkiem Stefanem Batorym de iure stała w hierarchii wyżej niż on. Niestety nie odziedziczyła po swojej matce żądzy władzy i dlatego ostatecznie to Batory sprawował rządy. Nie spróbowała także przejąć należnej sobie władzy po jego śmierci. Skutecznie jednak osadziła na krakowskim tronie swojego siostrzeńca Zygmunta. Anna Jagiellonka miała swój osobisty udział w elekcji na tron polski trzech kolejnych władców: Henryka Walezego, Stefana Batorego i Zygmunta III Wazy.

Tymczasem opowieść o Annie kończy się jej ślubem z Batorym. Podobnie jak w dwóch poprzednich tomach tytułowa bohaterka nie staje się główną postacią swojej historii. A z powieści więcej niż o niej dowiadujemy się o braciach Zborowskich i Janie Zamoyskim.

W książce poświęconej Annie ponownie brak mi próby pokazania jej korzeni, chociaż te akurat są doskonale udokumentowane. Mamy na jej temat wiele materiałów źródłowych. Być może takie informacje pozwoliłyby nam osadzić bohaterkę w pewnym kontekście. Wydaje mi się, że tym razem autorka postanowiła powtórzyć stereotyp rozmodlonej starej panny i to jest oczywiście prawo twórcy literatury. Jednak mały wyłom w tym portrecie tworzy fakt, że rozgrywający ówczesnej polskiej sceny politycznej, za wszelką cenę próbowali odcinać królewnę od informacji o swoich planach. I sama Magdalena Niedźwiedzka opisuje jak izolowano Annę od zagranicznych posłów i próbowano zmusić ją do opuszczenia sejmu elekcyjnego. Autorka sugeruje więc, że jednak nie była tak bezwolna.

Podsumowując. Jeśli szukasz powieści historycznej, którą czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, to Zmierzch Jagiellonów może Ci się spodobać. Jeśli masz poglądy feministyczne, może drażnić Cię fakt, że w powieściach zatytułowanych nazwiskami kobiet, pierwsze skrzypce grają faceci. Natomiast jeśli szukasz powieści biograficznych to weź pod uwagę fakt, że autorka użyła imion swoich bohaterek jedynie do zdefiniowania opisywanego okresu historycznego, nic więcej. Nie tego oczekiwałam. Niestety.