Rodzina
Nieco ponad 23 lata temu zapytałam pewnego zaśmiewającego się do łez faceta, czy dla wszystkich jest taki podły czy tylko dla mnie. To były pierwsze dni w mojej nowej pracy, a on był już doświadczonym pracownikiem, w dodatku pełnił w tamtej chwili funkcję mojego przełożonego.
Scenariusz jaki napisało nam życie miałby szanse stać się popularną telenowelą. Być może nawet kiedyś spiszę naszą historię i stanę się rozchwytywaną autorką romansów? Tymczasem od dwudziestu lat na dobre i na złe ponoszę konsekwencje tamtego komentarza. 🙂
Rodzina
Hania dołączyła do nas dopiero po ośmiu wspólnych latach. Pewnej czerwcowej nocy 2011 roku przestaliśmy być parą, a zaczęliśmy być rodziną. W tamtej chwili mocy nabrała klątwa rzucona onegdaj przez moją mamę: „oby Twoje dzieci oddały Ci wszystko to, co ja dostałam od Ciebie”. Pewnie nie raz będę miała okazję napisać Ci o tym jak żyć z takim przekleństwem. 😀
Narodziny Hani stały się prawdziwym przełomem w naszym życiu. Mimo naszego niewzruszonego przekonania, że jesteśmy dorośli, nie mogliśmy sobie wyobrazić ogromu odpowiedzialności jaka na nas spadła. Odpowiedzialności za całe życie tej kruszynki, która w stu procentach polegała na nas. To paradoksalnie uczyniło naszą decyzję o wyemigrowaniu z Polski trudniejszą i łatwiejszą równocześnie. Ale to temat na kolejny długi post. 🙂
ON-ek
Jakby tego nam było mało w 2020 roku nasza rodzina się powiększyła. Jej najnowszy członek ma na imię Milo i jest niezwykle spokojną, czterdziestodwukilogramową górą futra. Czyli najbardziej psim psem na świecie – owczarkiem niemieckim, w skrócie ON-kiem. To, że napisałam o nim – spokojny nie oznacza oczywiście, że nie przysparza nam przeróżnych, godnych opisania atrakcji.
Emigranci
Decyzja o emigracji ograniczyła moją rodzinę do tych trojga. Oczywiście wciąż mamy kontakt z naszymi najbliższymi w Polsce, ale oddalenie w przestrzeni zdecydowanie ogranicza nasze uczestnictwo w ich codzienności.
Oznacza to także, że wszelkiego rodzaju święta celebrujemy w niewielkim gronie. Zapomnieliśmy zupełnie jak to jest mieć więcej niż cztery osoby przy wigilijnym stole. Urodzinowe prezenty wysyłamy lub dostajemy przez kuriera. Nawet na drinki ze znajomymi umawiamy się przed monitorem i komunikatorem internetowym. Dużym ułatwieniem (zaplanowanym przy zakupie domu) jest to, że mamy pokój dla gości. To pozwala naszej rodzinie i przyjaciołom na odwiedziny u nas. Hania bardzo się cieszy, gdy jedna lub druga babcia zjeżdża do nas na dłużej i nieustannie ją rozpieszcza. My też staramy się skorzystać z sytuacji i zarezerwować sobie stolik na romantyczną randkę, korzystając z instytucji babci. 🙂
Czy tak jest gorzej czy lepiej? Nawet nie próbuję oceniać. Jest jak jest, ot życie emigranta.


