Dlaczego czytnik?
Dola mola książkowego na emigracji bywa ciężka. Fizyczny dostęp do nowości wydawniczych ogranicza siedem gór i rzek. Jeśli w dodatku należysz do gatunku moli niecierpliwych, czekanie na przesyłkę z ojczyzny wystawi Cię na ciężką próbę. Nauczona zakupami od łysego Amerykanina, który w opcji Prime przyśle Ci wszystko w 24 godziny, umarłabym z niecierpliwości czekając na nowe lektury.
Istnieje jednak rozwiązanie. Szybsze nawet od Amazona, choć częściowo z nim właśnie związane. Cudowne remedium zwie się: Kindle. I jest moim najlepszym emigracyjnym przyjacielem.
Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było za pomocą optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu.
Stanisław Lem
Powrót z gwiazd, 1961
Nie zaprzyjaźniłam się z czytnikiem na emigracji, pokochałam go całym sercem jeszcze w Polsce, ale tutaj w pełni doceniłam.
Zawsze powtarzam, że największymi krytykami czytników pozostają ci, co ich nie mają i nigdy nie używali. Zanim jednak przejdę do polemiki z tradycyjnym już „zapachem kartek” podzielę się z Tobą „plusami dodatnimi” czytnika z mojego punktu widzenia.
Po pierwsze czas
I to w dodatku rozumiany dwojako. O czasie dostawy wspomniałam już we wstępie. Kupując ebooka mogę zacząć go czytać już 5 minut później. Zamawiając wydanie papierowe najczęściej czekam nie mniej niż 2 tygodnie. Niestety, nie znalazłam jeszcze polskiej stacjonarnej księgarni w UK, czy choćby nawet polskiej półki w angielskiej. Być może jeśli los okaże się łaskawy przy najbliższym losowaniu EuroMilions otworzę taką, dla samej przyjemności bycia właścicielem księgarni. 😀
Po pewnym czasie używania czytnika zauważyłam, że ebooki czytam szybciej niż książki papierowe. Początkowo podchodziłam do tego odkrycia dość sceptycznie, ale po paru latach korzystania z dobrodziejstw Kindla, stwierdzam zdecydowanie, że nie jest to tylko wrażenie. I choć nigdy nie narzekałam na tempo z jakim pochłaniam „normalne” książki, to jednak okazało się, że mogę być szybsza. Skąd ta różnica?
Pisarz John Sutherland stwierdził podobno, że czytnik oszczędza mu czas normalnie poświęcany na przewracanie kartek, ale ja sądzę, że sedno sprawy tkwi gdzie indziej. Czytałam, że istnieją naukowe dowody, że możliwość dostosowania czcionki, nie tylko jej rozmiaru, ale także kroju stanowi clou sprawy. Ja dodam jeszcze wielkość ekranu czytnika. Kiedy interesowałam się kursami szybkiego czytania, przeczytałam, że część ćwiczeń tam oferowanych rozszerza tak zwane widzenie peryferyjne. Podobno ogarnięcie wzrokiem jak największej części tekstu bez konieczności poruszania oczu, powala czytać szybciej.
I to by się zgadzało. 🙂
Po drugie miejsce
Kiedy po raz kolejny zaczęłam rozglądać się za wolnym miejscem na książki w naszym mieszkaniu, Arek nie krył irytacji. I w sumie nawet go rozumiem. Nie przestałam oczywiście kupować papierowych wydań, ale robię to już znacznie rozważniej. 🙂 Nie, nie napiszę, że książki stają się powoli elementami dekoracyjnymi w moim domu, ale zwracam większą uwagę na ich wygląd. Jak ten cudnie wydany Pan Lodowego Ogrodu, którego kupiłam Arkowi na imieniny. W wersji papierowej wciąż kupuję książki, które mają dla mnie specjalne znaczenie. Kompletuję w ten sposób biblioteczkę, która może stać się swego rodzaju dziedzictwem. Mój fizyczny księgozbiór spowolnił więc swoją ekspansję. Za to cyfrowy rozrasta się bez ograniczeń, a wciąż zajmuje tylko niewielką część dysku zewnętrznego i nikomu nie zawadza.
Często słyszę od innych, że czytnik to zbawienie przy podróżach wakacyjnych. Ja jego nieduże wymiary i wagę doceniam głównie za oszczędność miejsca w mojej torebce. W tej chwili czytam „Grę o tron” i kolejne tomy z cyklu. Opasłe tomiszcza. Gdybym miała pozostać przy ich wersji papierowej, mogłabym czytać jedynie w domu przez kilka minut przed snem. Tymczasem ja czytam dosłownie wszędzie. Ostatnio na parkingu przed klubem lekkoatletycznym, do którego chodzi Hania. Wyobraź sobie, że podczas czekania na Młodą skończyłam Starcie królów (1024 str.) i płynnie przeszłam do Nawałnicy mieczy. Stal i śnieg (736 str.). Zgadnij jak dużą torbę musiałabym mieć ze sobą na te książeczki? 🙂
Po trzecie technologia
Zastosowana w Kindlach (i innych czytnikach) technologia e-papieru stanowi zasadniczą różnicę pomiędzy nimi a tabletami lub telefonami. Czytniki po prostu nie emitują niebieskiego światła i nie męczą oczu bardziej niż zwykła książka. Co więcej, dzięki wspomnianej już wcześniej możliwości dostosowywania kroju i rozmiaru czcionki zdecydowanie oszczędzają wzrok. Mój obecny czytnik (trzeci z kolei) ma dodatkowo funkcję łagodnego podświetlenia teksu, która dostosowuje się do warunków w jakich czytam.
Nie wiem czy wszystkie dostępne na rynku, ale na pewno wszystkie znane mi czytniki dają możliwość korzystania ze słownika – bardzo przydatna przy czytaniu tekstów w języku obcym. A także parę drobniejszych udogodnień jak zaznaczanie tekstu, robienie notatek i automatyczne zakładka. Kto nigdy nie używał jako zakładki starego biletu autobusowego, papierka po cukierku (byle nie czekoladowym) lub po prostu pierwszego najbliżej znajdującego się przedmiotu, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Czytnik – wady
Czy widzę jakieś wady czytnika? W zasadzie tylko jedną, żeby czytać na nim książki trzeba go kupić, a potem jeszcze kupić ebooki. Szczerze ubolewam, że książki elektroniczne nie są tańsze od tradycyjnych papierowych wydań. Jest wiele racjonalnych powodów, dla których powinny być, ale nie są. A czytnik to nie jest najtańsze urządzenie. Jednak w obu przypadkach można złapać naprawdę dobrą okazję, żeby kupić urządzenie i książki w świetnych cenach.
A inne potencjalne wady?
Brak zapachu papieru: Serio kupujesz książki, żeby je wąchać? Ja je czytam, brak zapachu nie jest dla mnie wadą. No i pachną przecież tylko nowiusieńkie książki. A tych naprawdę starych czasem lepiej nie wąchać.
Ciężar książki w rękach: Wierz mi czasem to naprawdę wada, zwłaszcza gdy czytasz grubaśne tomiska jak ja teraz.
Ładne wydania wersji papierowych: Kupuję najczęściej te książki, o których wiem, że są wartościowe, czyli te, które już czytałam, na czytniku. 😉
Czytniki są bezduszne: Serio? A papier przyjaźnie merda ogonkiem na Twój widok?
Nie można czytać w wannie: Wszędzie można czytać. Książki papierowe też nie znoszą dobrze kąpieli w piance.
Rozpraszacze: To dotyczy tylko czytania na tabletach lub telefonach, surfowanie w internecie na przeglądarce czytnikowej doprowadziłoby do nerwicy mnichów buddyjskich, do tego celu używam laptopa lub telefonu.
W kontekście sporu czytnik czy papier nie rozumiem tylko jednej rzeczy – samej istoty sporu. 🙂 To że naprawdę doceniam mojego Kindla nie oznacza, że nie kupuję wydań papierowych i nowych regałów. 😀 Drażni mnie tylko arystokratyczna wyższość okazywana w chwili gdy ktoś mówi: Czytnik? Mój Boże, prawdziwą przyjemność daje jedynie obcowanie z pięknie pachnącą papierową książką.
Serio? Nie czuję się czytelnikiem drugiej kategorii, tylko dlatego, że korzystam z najnowszych technologii. I jeśli się zastanowić – nigdy nie spotkałam jeszcze żadnego użytkownika czytników, który by powiedział : Papier? Ja tego do rąk nie wezmę. 🙂


