o mnie

O mnie

Już prawie pięćdziesiąt lat zmagam się z życiem, „z kumplem tępym i upartym jak sto mułów”, by zacytować Marka Hłaskę. Moje życiozmagania od wielu lat zamykam w słowach. Początkowo rozbiegane myśli upychałam do przeróżnych dzienników. Późnej, już po narodzinach Hani i naszej przeprowadzce do UK, stworzyłam blog Matkowanie. Od pewnego czasu jednak ramy Matkowania stały się dla mnie zbyt ciasne, dlatego pora na zmiany.

Kim więc jestem?

Partnerką Arka, mamą Hani i panią Mila (owczarka niemieckiego, ON-ka). Kocham słowo pisane (i czytane). Żyję w małym angielskim mieście i dobrze mi z tym.

Gdyby jednak zakończyć tą charakterystykę w tym miejscu stałaby się bezduszna i w gruncie rzeczy pusta, pozwolę więc sobie na małe rozwinięcie. 🙂

Wiodę spokojne, choć nie nudne, życie dojrzałej kobiety. Rzec by można, że osiągnęłam wiek, w którym nie popełniam nieprzemyślanych głupstw. Wszystkie głupie, szalone, nierozważne decyzje podejmuję z pełną ich świadomością.

Powoli wyrastam z bycia Furią. Jeszcze dziesięć lat temu w ocenie Arka wybuchałam bez powodu. Chociaż oczywiście mylił się w tej ocenie straszliwie. 🙂 Pomyłka mogła oczywiście bezpośrednio wynikać z pozornie nieistotnego faktu, że to on był głównym katalizatorem moich gwałtownych reakcji. Z biegiem lat zmieniłam jednak swoją filozofię życiową opierając ją na dwóch mądrych cytatach:

(A nie mówiłam, że moje życie to słowa?)

„Boże użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to co mogę i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”

znane jako modlitwa anonimowych alkoholików

„Mężczyzny nie zmienisz, możesz zmienić mężczyznę, ale to nic nie zmieni.”

Andrzej Poniedzielski (zaadaptowane do własnych potrzeb

Szukam więc i odnajduję (!) pogodę ducha. Odnajduję ją w moich

Rodzinie

Domu

Pasjach,

które równocześnie staną się podstawowymi tematami mojego bloga.

Zauważyłaś pewnie, że w zakładkach znajduje się także

Moim zdaniem.

To akurat jest przeciwny biegun. Tam znajdziesz moje komentarze do spraw budzących we mnie ogień „starej” Furii. Spraw, obok których nie umiem przejść obojętnie, nawet jeśli poza opowiedzeniem o nich nie mam na nie wpływu.